„Dzieci chcą po prostu być dziećmi - śmiać się, biegać, rysować, tańczyć i robić wszystkie te ważne dziecięce rzeczy” – opowiada Pani Marta - prowadząca Świetlicę Świętego Mikołaja w Iwano-Frankiwsku.
Świetlica Świętego Mikołaja w Iwano-Frankiwsku (powstała po zbombardowaniu naszej świetlicy w Mariupolu) od czasu rosyjskiej inwazji na Ukrainę jest bezpieczną przystanią dla dzieci i młodzieży, które w codziennym życiu mierzą się z trudnościami, lękiem i niepewnościami wywołanymi wojną. To miejsce, gdzie najmłodsi mogą na chwilę odzyskać poczucie normalności - pobawić się, porozmawiać i po prostu pobyć dziećmi w życzliwej, troskliwej atmosferze. Świetlica zapewnia pomoc psychologiczną, zajęcia edukacyjne oraz przestrzeń do budowania relacji, które pomagają dzieciom odzyskiwać nadzieję i poczucie bezpieczeństwa.
O tym, jak wygląda codzienność tego miejsca, z jakimi problemami mierzą się podopieczni oraz jak przez 4 lata zmieniły się ich potrzeby, opowiada Pani Marta - prowadząca Świetlicę, która każdego dnia towarzyszy dzieciom w ich zmaganiach i małych zwycięstwach. Dzieli się nie tylko faktami, ale przede wszystkim doświadczeniem, emocjami i świadectwem niezwykłej siły najmłodszych. Pani Marta ukończyła studia pediatryczne na uniwersytecie medycznym. Jak mówi „Wierzy, że prawdziwy sukces w pracy rodzi się z miłości do dzieci, otwartości na ludzi i szczerej komunikacji.”
Minęły cztery lata od rozpoczęcia pełnoskalowej wojny w Ukrainie - jak ten czas zmienił Pani życie osobiste, zawodowe…?
Od pierwszych dni pełnoskalowej inwazji pojawiło się poczucie, że jest się bardziej potrzebnym innym ludziom niż samemu sobie. Codziennymi, małymi działaniami chciało się pomagać tym, którzy najbardziej potrzebują wsparcia - dzieciom. Przez te cztery lata widać, jak zwykłe pragnienie bycia pomocnym rozwinęło się w duży, wartościowy projekt oraz bezcenne doświadczenie - nie tylko dla mnie osobiście, ale dla wszystkich osób zaangażowanych. A jednak, obok dobra i solidarności, które udało się zbudować, nie da się uciec od bolesnej prawdy - wojna nieustannie odbiera nam najbliższych, pozostawiając w sercach pustkę, której nie sposób wypełnić.
Czy pamięta Pani moment, w którym najbardziej poczuła ciężar tej wojny? Co pomagało Pani nie stracić nadziei, gdy sytuacja była szczególnie trudna?
Najtrudniejszy okres przyszedł po drugiej rocznicy wojny. Wtedy stało się bardzo wyraźne, że nie będzie szybkiego zwycięstwa ani natychmiastowej sprawiedliwości, że zło jest ogromne i wciąż nieukarane. W tamtym momencie uświadomiłam sobie, że codzienna rutyna daje wytrzymałość i siłę do dalszej walki o sprawiedliwość. Mam ukochaną pracę, rodzinę, przyjaciół - to są moje wyspy bezpieczeństwa, inspiracji i miłości. Najwięcej nadziei daje mi jednak to, gdy młodsi uczestnicy Świetlicy pytają: „A kiedy w tym roku będzie obóz letni? Bo powiem mamie, żeby mnie już zapisała”.
Pani Marto, koordynuje Pani działania Świetlicy (dziękujemy ❤️) – proszę powiedzieć, jak zmieniły się potrzeby dzieci od pierwszych miesięcy wojny do dziś? Czy dzieci mówią o swoich lękach, tęsknotach, marzeniach?
Na początku wojny dzieci były bardzo przestraszone. Widzieliśmy, jak ważne było stworzenie miejsca, w którym nie trzeba myśleć o problemach dorosłych - miejsca bezpiecznego, gdzie jest się wysłuchanym i wspieranym. Dziś sytuacja nieco się zmieniła - do wojny i jej konsekwencji, choć to bardzo bolesne, człowiek się przyzwyczaja. Widzimy, że dzieci i młodzież zaczynają myśleć o przyszłości. Interesują je nowe zajęcia rozwojowe, szkolenia, a nastolatkowie chcą dołączać do zespołu organizatorów i pomagać przy wydarzeniach. To pokazuje, że mimo wszystko patrzą w przyszłość…
Czy zauważa Pani momenty, w których dzieci znów czują się po prostu dziećmi? Kiedy to się dzieje? Jak wojna wpłynęła na ich relacje z rówieśnikami i z dorosłymi?
Na każdym spotkaniu zespołu powtarzamy, że naszym podstawowym zadaniem jest stworzenie przestrzeni dla zwyczajnego dzieciństwa. Dla ukraińskich dzieci to dziś luksus - nawet jeśli mieszkają poza Ukrainą. Dzieci najbardziej kochają programy obozowe i wyjazdy - bezpieczną zmianę otoczenia. Każdego roku na obóz letni przyjeżdża do nas dziewczynka z innego miasta. Na początku wojny mieszkała z rodzicami w Iwano-Frankiwsku, później rodzina musiała wrócić do Kijowa. A jednak wraca do nas co roku. To pokazuje, że dzieci chcą po prostu być dziećmi - śmiać się, biegać, rysować, tańczyć i robić wszystkie te ważne dziecięce rzeczy. Widzimy też, że dzieci, które uczęszczają do świetlicy regularnie od 1 lipca 2022 roku, zbudowały silne więzi społeczne. Szczególnie te bardziej zamknięte. Mają tu przyjaciół, wiedzą, do którego dorosłego mogą podejść, by podzielić się sukcesem czy opowiedzieć o gorszym dniu.

Chciałabym też zapytać o samą Świetlicę, czym dziś ona jest dla dzieci i ich rodzin - miejscem pomocy, schronienia, miejscem normalności?
Świetlica to przede wszystkim wyspa bezpieczeństwa - miejsce, gdzie jest się kochanym, szanowanym i gdzie ktoś chce dać Ci to, co najlepsze, po prostu dlatego, że jesteś. Wielu rodziców mówi, że Świetlica zmieniła ich życie i życie ich dzieci. Gdy nie wiedzieli, dokąd pójść i co robić - przychodzili do nas. Tutaj jest stały harmonogram, uśmiechnięty zespół niezależnie od okoliczności, poczęstunek i jasny program zajęć. To swoista „bańka normalności”, w której jest szacunek, troska i poczucie stabilności. Dla mnie - to dom.
Jak wygląda zwykły dzień w Świetlicy? Czy zdarza się, że dzieci traktują to miejsce jak drugi dom? Co Panią najbardziej porusza w spotkaniach z dziećmi i z ich rodzinami?
Każdy dzień zaczyna się od momentu, gdy administrator włącza szyld „Świetlica Świętego Mikołaja” i dzieci zaczynają się schodzić, nawet jeśli do ich zajęć została jeszcze godzina czy dwie. Przestrzeń ma swoją wyjątkową energię - wiele dzieci przebywa tu jednocześnie i komunikuje się ze sobą, nawet jeśli uczestniczą w różnych zajęciach. Najbardziej lubimy momenty, gdy dzieci organizują sobie „herbaciane ceremonie” z ciasteczkami albo turnieje gier planszowych. Są też dzieci, którym trudno nawiązać przyjaźnie, ale magia świetlicy działa - najpierw czytają książkę obok innych, a z czasem same dołączają do wspólnych aktywności. Dla wielu dzieci Świetlica stała się naturalną częścią codziennej rutyny. Najbardziej poruszają jednak słowa dzieci i rodziców - gdy opowiadają, jak konkretne zajęcia im pomogły, jak znaleźli tu wsparcie w trudnych, często traumatycznych doświadczeniach.
Czego najbardziej potrzebują teraz dzieci, oprócz bezpieczeństwa materialnego?
Dzieci najbardziej potrzebują dziś różnorodnych aktywności, podczas których otrzymują uwagę, miłość i wsparcie.

A jak Pani dba o siebie, żeby móc wspierać innych? Czy zdarzają się chwile bezradności, co pomaga je przetrwać?
Dbam o podstawowe potrzeby, rozwijam swoje pasje i spędzam czas z bliskimi. To pomaga mi „utrzymać się na powierzchni” i mieć siłę do dalszej pracy.
Gdyby mogła Pani przekazać jedno przesłanie światu - jakie by ono było?
Niedawno przeczytałam książkę utalentowanego ukraińskiego pisarza, który obecnie broni naszego kraju - Іларіон Павлюк (Ilarion Pavliuk). Znalazłam tam cytat, który bardzo zapadł mi w pamięć „Wszystko na tym świecie jest albo dla miłości, albo przez miłość, albo nie ma znaczenia.” Niech mimo wszystkich trudności i złych okoliczności nie zniknie miłość i nie zgaśnie nasze wewnętrzne światło.
Jeżeli uważasz, że pomoc dzieciom z Ukrainy to ważny temat, prosimy o Twoje wsparcie!
Darowiznę możesz przekazać na:
odbiorca: Fundacja Świętego Mikołaja,
ul. Przesmyckiego 40, 05-500 Piaseczno
numer konta: 64 2130 0004 2001 0299 9993 0001
tytuł przelewu: darowizna dla dzieci z Ukrainy

