Od trzech lat we współpracy z Polskim Stowarzyszeniem Humanistyczno-Doświadczeniowym (dawniej Stowarzyszenie INTRA) prowadzimy Terapeutyczną Przystań św. Mikołaja. Przez ten czas udało się zrealizować ponad 5200 godzin nieodpłatnej terapii w języku ukraińskim dla dzieci uchodźców w kryzysie psychicznym. Miejsce możemy prowadzić dzięki hojności naszych darczyńców, za które jesteśmy bardzo wdzięczni. Zachęcamy do lektury rozmowy z psychoterapeutkami Marianną Fedorovych i Iuliią Kuzmenko oraz psycholożką Oleną Masyk, które na co dzień pracują w Przystani i pomagają dzieciom z Ukrainy uporać się z trudnościami psychicznymi, które uniemożliwiają harmonijny rozwój.
Jaka jest dziś kondycja psychiczna dzieci z Ukrainy 3 lata po wybuchu pełnoskalowej wojny?
W dużej mierze od tego, czy dzieci są w Polsce same, czy z rodziną oraz jakie relacje panują w ich rodzinach, czy członkowie rodziny potrafili zaadaptować się w Polsce, znaleźć pracę i mieszkanie. I co najważniejsze, czy dziecko ma osobę, z którą czuje silną więź i poczucie wsparcia. Dzieci spotykają się z wieloma wyzwaniami. Czasami dochodzi w szkołach i na ulicy do zastraszania albo agresji wobec Ukraińców ze względu na ich narodowość. Niektórzy nastolatkowie zmieniali kilka razy szkołę z powodu trudności z integracją w polskich placówkach edukacyjnych. Najlepiej odnajdują się te dzieci, które już znalazły swoją społeczność i dobrych przyjaciół wśród ukraińskich rówieśników. Ta wspólnota doświadczeń i wspólny język ułatwia dzieciom wchodzenie w procesy integracyjne z polskim środowiskiem.
Dzieci, które są w Polsce już od trzech lat, w większości są już zaadaptowane, ale nadal jest wiele rodzin, które dopiero teraz przyjeżdżają do Polski, albo, choć są dłużej, to teraz coś złego zaczyna się dziać z tatą na froncie albo wydarza się jakaś rodzinna tragedia, co oczywiście często przekłada się na kryzys psychiczny u dziecka. Do Przystani św. Mikołaja przychodzi na przykład dziewczynka, która do Polski uciekła z mamą i rodzeństwem. Tata jest obrońcą Mariupola z 2022 roku i od kilku lat jest jeńcem wojennym gdzieś w Rosji. Starszy brat został sam w Ukrainie, bo skończył 18 lat i nie mógł wyjechać do Polski, a mama tu w Polsce zaczyna chorować na raka. I choć wydawało się, że sytuacja po przyjeździe jest już opanowana, to teraz zaczyna się kryzys.
Pracuję też z ośmioletnią dziewczynką, która wciąż ma stres pourazowy. Reaguje na dźwięki tak mocno, że nie jest w stanie się uczyć, ma problem z mową. Czy z szesnastoletnim chłopakiem, który uciekł ze wschodu Ukrainy po masakrze i obecnie kolejny miesiąc nie jest w stanie chodzić do szkoły, bo boi się ludzi. Siedzi więc sam w mieszkaniu i stara się uczyć online.
Czyli wojna, która choć dla nas, w pewien sposób już niestety spowszedniała, wciąż wywiera piętno na życiu kolejnych ukraińskich dzieci?
Tak, oczywiście! Znakomita większość ukraińskich dzieci, która przychodzi do Przystani albo ma wciąż ojców na froncie, albo innych bliskich, którzy zostali w Ukrainie. Dzieci są pełne lęku. Dużo jest też trudności w związku z tym, że ukraińskie dzieci są w Polsce wyłącznie z mamą. Kobiety pracują często na dwóch etatach, również w sobotę i niedzielę. Pracują non-stop żeby utrzymać rodzinę. W zasadzie nie widzą swoich dzieci. Najpierw więc pojawiają się trudności z uczeniem się, a następnie z zachowaniem i wtedy mama musi już reagować i przychodzi po pomoc do nas do Przystani.
Są też dzieci, które miały problemy już w Ukrainie i tam nie były diagnozowane na przykład z powodu spektrum autyzmu, bo mieszkały w malutkich wioseczkach. I jak na te problemy nakłada się stres pourazowy po długotrwałym ukrywaniu się w piwnicy, to te nawarstwione problemy, teraz się wzmagają i jest je bardzo trudno rozwiązać. Na przykład, jest u nas chłopiec, którego wioska była ostrzeliwana przez czołg i ten chłopiec przez wiele miesięcy nie był w stanie się uczyć – był lękowy, rozkojarzony, ciągle widział jakieś straszne postacie. Teraz znalazł pomoc w Przystani św. Mikołaja, ma możliwość leczenia psychiatrycznego i wrócił do nauki.
A czy do Przystani w Warszawie przychodzą dzieci, które schroniły się w Warszawie dopiero co, czy raczej są to dzieci, które od kilku lat mieszkają już w Polsce?
Parę tygodni temu zaczęła się nowa fala uchodźców z Ukrainy. Jak były ostrzały w Sumach, Zaporożu, czy Kijowie to dwa tygodnie później u nas w Przystani ustawiła się kolejka potrzebujących pomocy psychologa dzieci. W ostatnich 3 miesiącach szła fala nowych uchodźców.
Przyjeżdżają też rodziny, które nie miały pieniędzy, aby uciekać w pierwszych dniach wojny, lub jechały do Polski okrężną drogą przez Rosję. Wśród podopiecznych są także dzieci, które najpierw uciekły do Kanady czy Niemiec i tam zupełnie się nie dostosowały. Przyjeżdżają do Polski mając nadzieje, że tu będzie im łatwiej, bo jest bliższa kultura, lepsze zrozumienie i jest bliżej do domu. Jest to jednak bardzo duże poczucie zagubienia i niestałości, które jeszcze wzmacnia trudne stany psychiczne dzieci. Są to dzieci z głębokimi stanami depresyjnymi. Nie rozumieją po co tu są, po co mają iść w ogóle do szkoły, po co mają wychodzić i poznawać nowe osoby. Mają poczucie, że nie są ważni dla nikogo na tym świecie.
Czy mogą Panie opowiedzieć, z jakimi trudnościami najczęściej borykają się dzieci, które przychodzą do Terapeutycznej Przystani św. Mikołaja?
Głównie są to zaburzenia lękowe, stres pourazowy oraz depresja. Sporo jest dzieci, które nie są w stanie się uczyć. Powoduje to często agresje, albo wobec samego siebie, albo wobec otoczenia. Pod opieką mamy na przykład chłopca, który ciągle w kieszeniach ma samoloty. Pełen plecak samolotów. Pełne kieszenie samolotów. Chłopiec nic nie mówi, ale ciągle robi „ziuu” i bawi się tymi samolotami. Co gorsze, uderza nimi inne dzieci. Ma w sobie dużo złości i nie potrafi sobie z nią poradzić. Jego tata zmarł niedawno. Z samolotu zrzucili na niego bombę. I to wtedy u dziecka zaczęły się problemy. Całymi dniami on nic nie robi innego tylko bawi się samolotami i uderza nimi inne dzieci.
Na stany lękowe nakładają się problemy z integracją w polskiej szkole. W wielu szkołach są mądrzy nauczyciele, którzy wspierają te procesy i dzieci z Ukrainy, a także zapobiegają przemocy pomiędzy rówieśnikami. Niestety uczniowie ukraińscy są nauczeni, żeby nie zgłaszać się z problemami do dorosłych i bardzo późno na światło dzienne wychodzą trudności, z którymi się mierzą, w tym przemoc rówieśnicza, której doświadczają, znęcanie się czy depresja. I dzieci potrafią tygodniami słyszeć, że „to dobrze, że nie masz ojca, dobrze że Putin go zabił”, a mimo to nie zwrócą się o pomoc. I temat wypływa dopiero wtedy gdy dziecko zaczyna być agresywne, albo nie zalicza klasówek.
Kolejnym problemem jest bycie ciągle online. Dzieci cały czas martwią się o swoich ojców na froncie, ale też o babcie czy ciocie, które zostały w Ukrainie. Teraz jest tak, że w czasie rzeczywistym mogą śledzić sytuację poprzez swoje smartfony. I wciąż oglądają i oglądają filmy czy zdjęcia z frontu. Jeden chłopiec każdego dnia w Telegramie na rosyjskich kanałach oglądał śmierć i egzekucje ukraińskich żołnierzy, bo chciał się dowiedzieć jak zmarł jego tata. Nawet malutkie dzieci, na przykład dziewięcioletnie, oglądają na bieżąco bardzo przemocowe treści. Nie mogą potem spać, krzyczą w nocy ze strachu i dopiero jak zaczynają przychodzić na terapię, okazuje na jakie treści dzieci były narażone. Mieliśmy też w interwencji kryzysowej chłopca, który oglądał filmy z egzekucji, na której odcięto głowę żołnierzowi ukraińskiemu. I potem do niego przyszedł chłopak ze szkoły i straszył go nożem. Na szczęście wezwana była policja i szkoła poprawnie zareagowała, ale chłopak miał bardzo duże trudności aby zapanować nad lękiem i wylądował ostatecznie w szpitalu psychiatrycznym.
Jakie są dziś najważniejsze potrzeby ukraińskich dzieci z punktu widzenia ich dobrostanu psychicznego i spokojnego rozwoju?
Przede wszystkim kontakt ze stabilnym dorosłym. Rodzice często nie są niestabilni albo po prostu ich nie ma. Bardzo potrzebny jest kontakt w świecie rzeczywistym. Nie terapia czy relacje online, ale realny kontakt z innymi. Jak przyjeżdżają do Polski w szóstej czy siódmej klasie, to bardzo trudno jest im wejść w grupę i dzieci cierpią ze względu na samotność, brak relacji społecznych i więzi.
Ważne jest, aby mamy dzieci też korzystały z pomocy psychologa. Prosimy je, często błagamy, żeby skorzystały z pomocy terapeuty, ale one mówią, że choć chcą to mogą tylko online, po 22:00, bo tylko wtedy nie muszą być w pracy.
Poza tym ważne jest poczucie stabilności w ogóle. Jak rodzice mówią, że zostajemy w Polsce tylko 3-4 miesiące, a potem to się przeciąga i przeciąga, to dzieci czują się zupełnie zagubione.
A czy podsumowując naszą rozmowę, mogą Panie powiedzieć, dlaczego Terapeutyczna Przystań św. Mikołaja powinna dalej być prowadzona?
Często to jest jedyne miejsce gdzie dziecko z Ukrainy może otrzymać wsparcie. Dzieci czekają u nas w kolejce, a w środowisku uchodźców z Ukrainy Przystań jest rozpoznanym miejscem wsparcia. Wcześniej kilka różnych organizacji prowadziło takie wsparcie, ale już prawie wszystkie się pozamykały. Te parę lat temu było sporo środków, aby pomagać dzieciom z Ukrainy, dziś już ich bardzo brakuje.
Fakt, że nasze spotkania są bezpłatne, daje możliwość poszukiwania pomocy tym dzieciom, które prawdopodobnie nigdy nie przyszłyby na płatną sesję, gdyż nie mają takiej możliwości. Wielu rodziców nie ma możliwości poniesienia kosztu terapii, ponieważ na Ukrainie mają niskie dochody i kiedy tylko mogą, wysyłają swoim dzieciom pieniądze. Wiele osób na Ukrainie traci teraz pracę, a ceny gwałtownie rosną. Rodzice, którzy są tutaj z dziećmi, próbują zapłacić wysoki czynsz i na terapię nigdy im nie starcza środków.
Kiedy mówię nastolatkom, że to miejsce ma im pomóc przystosować się do życia w Polsce, że naszym celem jest aby nie zostali sami ze swoimi trudnościami, że jest wiele osób, którym zależy na ich stanie, że te osoby inwestują w pomoc psychologiczną, samo to im pomaga, robi się im cieplej na sercu. Mogą odczuć, że są otoczeni opieką, że są ludzie, którzy nie są obojętni na ich cierpnie i samotność.
Rozmowę prowadziła Anna Grunwald i Antonina Grządkowska.
Z całego serca dziękujemy naszym darczyńcom: firmie Pepco oraz Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie im. Jana Olszewskiego, dzięki którym możemy prowadzić Terapeutyczną Przystań Świętego Mikołaja w 2025 roku.
Jeżeli razem z nami chcesz pomagać dzieciom z Ukrainy odzyskać równowagę psychiczną wpłać darowiznę
Fundacja Świętego Mikołaja
Volkswagen Bank Polska S.A
37 2130 0004 2001 0299 9993 0002
tytuł przelewu: darowizna na pomoc dzieciom na Ukrainie
Aby skorzystać z nieodpłatnej terapii w języku ukraińskim w ramach działania Przystani Świętego Mikołaja prosimy o bezpośredni kontakt z naszym partnerem Stowarzyszeniem Intra: [email protected]

